Category Archives: Kroniki Michigan

  • 4

To już ostatni wpis.

Żegnam Was… to ostatni wpis na detroitpistons.pl…

 

 

 

 

… gdy Pistons są jeszcze w grze i walczą w play-off 2016:) Nie mam zbyt dużych złudzeń co do dzisiejszego meczu. Powrót do Cleveland wydaje się być niemożliwy. W ostatnich trzech meczach Tłoki grały swoje najlepsze mecze w całym sezonie. Gracze zostawili na parkiecie, pot, krew i wściekłość (nie łzy). W każdym meczu przez 3/4 walczyliśmy jak równy z równym, niestety w końcówkach Cavs pokazują swoją wyższość i wchodzą na poziom, o którym Pistons (póki co) mogą jedynie marzyć. W trzech meczach ograniczyliśmy do „ludzkiego” poczynania Lebrona (a tak trzeba nazwać jego statystyki – 23 pkt (tak niskich w karierze PO nie miał), 8 zb. 7 as.,) i zmusiliśmy go do gry po aż 41 minut w meczu, ograniczyliśmy w meczu numer 2 Love’a,  sprawiliśmy, że coach Cavs musiał interweniować i zniżać się do strategii hack-a-Dre. Efektu, w postaci zwycięstwa, to jednak nie dało. Przegrywamy 3-0 i trudno wyobrazić sobie by w dzisiejszym meczu było inaczej. Jest bardzo prawdopodobne, że po ostatniej porażce, z naszych chłopców zeszło powietrze i nie obrażę się jeśli dzisiejsze spotkanie zakończy się blow-outem. Tak młodej drużynie ciężko będzie mentalnie powstać z kolan, wiedząc, że jeszcze nikt w historii NBA nie awansował przegrywając w serii 3-0. Tak czy inaczej na mecz czekam z niecierpliwością. Ostatni mecz sezonu 2016, który chyba każdy z nas uzna za ciekawy i być może przełomowy. Cieszę się, że drużyna nabyła tak ważnego doświadczenia w play-off, że zobaczyła co to znaczy grać przy wsparciu całej hali, co to znaczy być w centrum uwagi całego światka NBA (a tak z pewnością było w trakcie i po pierwszym meczu przeciwko Cavs).

Niektórzy wznieśli się na poziom jaki może wprawić nas tylko w dobry nastrój i napawać wiarą w przyszłość (KCP, Johnson, Morris), niektórzy grają na swoim średnim poziomie (np. Jackson, który pomimo zepsutych 4 kwart gra ok.), a dwóch gentlemanów, na których ma się opierać gra Tłoków w kolejnych latach chyba zostali przytłoczeni światłami, otoczką play-off i grają trochę poniżej oczekiwań (Harris, Drummond).

Do zobaczenia w sezonie wędkarskim!

fishing


  • 1

Dlaczego nie lubię Stan’a van Gundy’ego?

Nie lubię Stana Van Gundy’ego. Zniszczył moją małą wiosenną stabilizację, którą tak skrupulatnie budowałem przez 7 ostatnich lat. To przez niego w tym roku nie będę, z wypiekami na twarzy, śledzić przygotowań do draftu. To przez niego nie będę, przez kilka miesięcy, emocjonować się możliwościami transferowymi. To przez niego nie będę zastanawiać się kto będzie nowym trenerem Pistons. Przez niego kwietniowe noce staną się krótsze i zdrowie ucierpi bo pewnie kilka razy serducho mocniej zabije. A źródłem tego zła jest nie kto inny a Stan Van Gundy. Rozpoczął swoją krucjatę niecałe dwa lata temu, przewietrzył skład, wyciął raka (Josh Smith), nie bał się postawić na niedocenianą w lidze jedynkę (Reggie Jackson), wykonywał transfery, o których mówiło się mało a dotyczyły solidnych grajków (Singler, Jerebko), wykonywał też transfery, o których w lidze było bardzo głośno (Morris, Harris). Praktycznie 90% decyzji okazywało się trafnych. Pistons A.D. 2016 są wciąż ekipą w budowie ale już gdzieś „oczami wyobraźni” można zobaczyć budowlę, nad którą pracuje nasz GM & Coach w jednym. W tym roku bukmacherzy typowali, że Tłoki wygrają ok 30-35 meczów i skończą sezon na 10-11 miejscu. Tymczasem Pistons po raz pierwszy od wielu lat wygrali ponad 50% meczów i zagrają w play-off. Cieszmy się… być może te play-offy to początek nowego, ciekawszego rozdziału w historii Detroit Pistons (bałem się napisać „ery” by nie zapeszać).

Ponad pięć lat temu, 7 stycznia 2011 roku zapoczątkowałem żywot strony detroitpistons.pl. Był to środek mrocznych wieków w historii drużyny z Detroit. We wpisie „Quo Vadis Pistons”  (http://detroitpistons.pl/?p=39) zastanawiałem się kto byłby najlepszym, nowym właścicielem Tłoków. W tych czasach każdy z nas miał swoją małą stabilizację we wspieraniu Tłoków. Drużyna była na dnie, ich poczynania śledzili tylko, nazwijmy to wprost, prawdziwi fani Pistons, o play-off’ach myśleli tylko niepoprawni optymiści.

Przy tej okazji chciałbym podziękować wszystkim, którzy śledzili naszą stronę wtedy i wciąż są z nami. Życzę wszystkim by delektowali się kwietniowymi meczami, nawet jeśli to będą cztery, krótkie mecze przeciwko Cleveland. Nie denerwujmy się na naszych chłopaków… Nawet jeśli Drummond będzie rzucać air-balle z linii rzutów wolnych, jeśli KCP będzie seryjnie pudłować, jeśli Reggie Jackson nie będzie miał sił na bieganie już po pierwszej kwarcie, jeśli Harris będzie niemiłosiernie ogrywany przez Love’a, jeśli Morris będzie wyglądać przy Lebronie jak mały, zagubiony chłopiec, jeśli Steve Blake będzie przypominać Wam bardziej Waszego dziadka niż gracza NBA a Stanley Johnson chłopaczka z osiedlowego boiska to nie denerwujmy się. Chłopacy zapracowali uczciwie by drużyna z Detroit po 7 długich latach znowu należała do najlepszej ósemki na wschodzie.

Enjoy.

 


  • 6

Wytłumaczcie mi bo nie rozumiem…

Category : Kroniki Michigan

Czy oglądaliście ostatni mecz przeciwko Orlando? Jeśli tak to gratuluję wytrwałości i nerwów jak ze stali. Ja oglądałem początek. Wyłączyłem po pierwszej połowie.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że mamy młodą ekipę, że jeszcze (?) się zgrywamy, że potencjał na wygrywanie jest ale powiedzcie mi co siedzi w głowie Mo Cheeksa? Nie ogarniam tego. Byłem jego wielkim zwolennikiem, w momencie zatrudniania. Jednak teraz, każdy kolejny mecz, dostarcza mi coraz więcej dowodów na to, że jest niewłaściwą osobą, na niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie…

Jak wyglądała nasza wyjściowa piątka przed meczem z Orlando:

Na pozycji PG – rozgrywający, uczący się bycia prawdziwą jedynką

Na pozycji SG – prawdziwy SG, z krwi i kości, który solidnie broni i przyzwoicie rzuca (i na którego chyba jeszcze ani jednej akcji w sezonie nie rozpisał strateg Cheeks…)

Na pozycji SF – silny skrzydłowy, którego gra wygląda tym gorzej im dalej jest od kosza…

Na pozycji PF – środkowy, którego gra wygląda tym gorzej im dalej jest od kosza…

Na pozycji C – środkowy pełną gębą…

Mamy więc trzech graczy, którzy grają w inny sposób niż są nauczeni, obrona na obwodzie kuleje, atak maksymalnie niezbilansowany, czyli taktyczny eksperyment, który chyba jednak się nie powiedzie. I co robi, w meczu z jedną z najgorszych drużyn w lidze, nasz ukochany Coach? W wyjściowej piątce, na pozycji SG, wypuszcza gościa, który nawet nie nadąża w obronie za szybszymi niskimi skrzydłowymi, który dobrze się sprawdzał jako zmiennik Smith’a bądź Monroe… Dzięki temu mamy w wyjściowej piątce 4 graczy, którzy nie znają abecadła obowiązującego na przypisanych im pozycjach. Oglądając Tłoki (przed meczem z Orlando) jak na dłoni było widać, że największe problemy Pistons to:

– obrona na dystansie

– brak zbilansowania na parkiecie w obronie i ataku….

I co nam funduje Cheeks?

– wymienia dobrego obrońcę na słabego

– narusza jeszcze bardziej równowagę pomiędzy wysokimi i niskimi…

Wytłumaczcie mi bo nie rozumiem, gdzie tu sens, gdzie logika…

 

ps. trener, swoją decyzję o wypuszczeniu Singlera zamiast KCP, uzasadnił jego nieudanym, poprzednim meczem przeciwko Magic, w którym nie radził sobie z Afflalo… Sorry ale na tym polega nauka by wyciągać wnioski z konfrontacji, które przegrywamy…

 

 


  • 4

Narodziny drużyny?

Za chwilę 25% sezonu będzie już za nami. Pistons z 9 wygranymi i 10 porażkami mają 5 bilans na wschodzie. Czas na pierwsze podsumowania. Po początkowej euforii przyszedł czas gorzkich porażek i nieprzyjemnej stagnacji w dole tabeli. Ostatni tydzień przyniósł jednak pewną ulgę i pozwolił z pewną, uzasadnioną, nadzieją spojrzeć na najbliższe miesiące.

 

Okiem pesymisty, czyli 3 największe bolączki Mo Cheeks’a:

1. Skuteczność w rzutach z dystansu.

Pistons są na 29 miejscu w skuteczności rzutów za 3 punkty. Brakuje w ekipie gracza, który by regularnie trafiał za 3 punkty i zmniejszył zagęszczenie w strefie podkoszowej. Póki co 3 graczy, którzy mieli wzmocnić Tłoki w tym elemencie i zwiększyć pole manewru w schematach ofensywnych, czyli Billups, KCP i Datome nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Billups już długo jest kontuzjowany (a jak był zdrowy to w niczym nie przypominał starego dobrego Big Shot’a), KCP trafia póki co z fatalną skutecznością 28,8% (chociaż w ostatnich kilku meczach widać pewien postęp), Datome prawie wcale nie pojawia się na parkiecie więc trudno go oceniać. W ekipie mamy jeszcze ciskającego cegły Smith’a, którego każdy rzut oddany zza linii 3 pkt. przyprawia o szybsze bicie serca. Nie mam nic przeciwko podejmowanym przez niego próbom jeśli gra jako SF i przebywa na parkiecie razem z Monroe i Dre ale jeśli podejmuje te próby jako PF to mówię stanowcze ‚nie’. Niech Smith sobie rzuca za 3, no problem, ale nie może być pierwszą opcją Pistons w tym elemencie gry! Patrząc dalej na skład: dwójka Singler-Jerebko również nie będzie odpowiedzią na nasze bolączki bo to są gracze, którzy potrafią rzucać za 3 pkt. na poziomie max. 35% – dodatkowo ich czas przebywania na parkiecie jest mocno ograniczony. O CV nie wspomnę (chociaż w 2 meczach pokazał jak dobrym strzelcem potrafi być) – on nie broni, nie walczy, jest na wylocie z Detroit.  Jedynym, który w rzutach za 3 pkt. nie zawodzi jest Jennings, ten jednak ma problem z trafianiem za 2 pkt…

2. Zaangażowanie przez 48 min.

W wielu meczach Pistons pokazali w jaki sposób przegrać mecz już wygrany. W wielu meczach obserwujemy to samo: gra do przerwy wygląda tak jakby Pistons byli o klasę lepsi od rywala, by nagle, w drugiej połowie widzieć zupełnie inną drużynę – broniącą bez zaangażowania,  rwącą rzuty, wymuszającą bezsensowne akcje… Najlepszy przykład: mecz przeciwko LAL gdzie, mając rywala już na deskach, w pewnym momencie po prostu przestaliśmy grać. Liczę po cichu, że ostatni mecz przeciwko Heat jest optymistycznym światełkiem w tunelu – Pistons po raz kolejny prowadzili kilkunastoma punktami by w pewnym momencie stanąć z grą – Heat doszli nas na 3 punkty w 4 kwarcie i wszystko wskazywało na to, że powtórzy się scenariusz z meczu przeciwko Lakers. Na szczęście mieliśmy Jenningsa, który powstrzymał lawinę a potem nasi podkoszowi ją zawrócili;)

Na potwierdzenie, że przedstawiony powyżej problem istnieje, wspomogę się statystykami:

– 1 kwartę, średnio, wygrywamy 2 punktami (8 miejsce w lidze),

– 2 kwartę wygrywamy 0,2 punktami

– 3 kwartę przegrywamy 0,2 punktami

– 4 kwartę przegrywamy 2,5 punktami (29 miejsce w lidze…)

3. Obrona przeciwko rzutom za 3 pkt.

Jak przypomnę sobie mecze z Portland i Golden State to mam dreszcze… Pistons są jedną z najgorszych drużyn w obronie przeciwko akcjom za 3 pkt. Coś z tym trzeba zrobić, szczególnie, że potencjał w obronie mamy ogromny. Smith, Stuckey, KCP, Jerebko, Singler to są gracze o dużych umiejętnościach w tym elemencie gry. Mogą z łatwością zniwelować niedostatek wzrostu Jennings’a i małą mobilność na obwodzie Monroe. To trzeba poprawić panowie! I to od zaraz!

 

Okiem optymisty, czyli co cieszy oko szarego zjadacza chleba w Detroit:

1. Dre-Drummond.

58 zbiórek w 3 ostatnich meczach, z czego 18 w 22 minuty w meczu przeciwko Miami, brzmi nieźle, prawda? Momentami Drummond jest bestią, momentami jest tylko zajebisty. Praktycznie z meczu na mecz gra lepiej… Jest pierwszy w lidze w skuteczności rzutów z gry, 3 w zbiórkach i 9 (!) w przechwytach. Jeśli poprawi fatalną skuteczność (37%) w rzutach wolnych to… (nie zapeszajmy).

2. Gra pod koszem.

Pistons zdobywają najwięcej punktów w lidze w pomalowanym – 51.5 pkt/mecz. W kilku meczach liczba zdobytych punktów spod kosza oscylowała wokół 70 (!) punktów. Często przez całą pierwszą kwartę nie zdobywają punktu inaczej niż spod kosza. Duet Monroe-Drummond, w meczu przeciwko Bucks, łącznie zdobył 42 pkt i 36 zbiórek. Pierwszy raz od roku 2003 dwóch graczy Pistons miało, w jednym meczu, ponad 15 zbiórek. 10 lat temu takie statystyki zanotowała dwójka Wallace&Wallace. Natomiast ostatnią parą, która w jednym meczu zanotowała min. 17 zbiórek (każdy) była para Laimbeer-Rodman… Niezłe towarzystwo (z 3 tytułami w tle)… Smith świetnie uzupełnia pod koszem tę dwójkę i ich szybkie wymiany podań pod koszem naprawdę wyglądają imponująco. Do tego, grą podkoszowych coraz lepiej steruje Jennings. Nasz rozgrywający chyba powoli znajduje wspólny język z Drummondem, pick-and-roll’e stają się mocną bronią Pistons. W strefie podkoszowej – miłym zaskoczeniem jest również postawa Josh’a Harrellson’a.

3. Szeroki skład.

Praktycznie każdy z graczy pojawiających się na parkiecie wnosi coś dobrego do gry Pistons. W tym miejscu trzeba pochwalić przede wszystkim Stuckey’a i Singlera. Ten pierwszy, jeśli utrzyma dotychczasowy poziom gry, będzie jednym z głównych kandydatów do zdobycia nagrody na najlepszego rezerwowego sezonu. Ten drugi, w wielu meczach przypomniał wszystkim, że kiedyś poprowadził Duke do mistrzostwa NCAA.

4. Potencjał.

Chyba nie było spotkania, poza meczem przeciwko Golden State, w którym Pistons zostaliby zdeklasowani przez rywala (co w poprzednich sezonach zdarzało się notorycznie). Gdyby nie, opisywane wcześniej, problemy z utrzymaniem stałego zaangażowania i koncentracji przez 48 minut bilans Tłoków mógłby wyglądać jeszcze lepiej. Jest wiele drobiazgów, po poprawieniu których, Tłoki mogą stać się realną siłą na wschodzie i spokojnie zapomnieć o urlopie po sezonie regularnym.

Wystarczy tylko:

– trochę lepiej rzucać za 3 (KCP – nabierz doświadczenia i trafiaj tak jak z Bucks czy 76-ers a będzie dobrze!)

– nauczyć Dre trafiać 2 na 3 z linii rzutów wolnych (In Sheed We Trust!)

– lepiej rzucać wolne (nawet wyłączając rzuty Drummonda nie wygląda to rewelacyjnie – ostatnie miejsce w lidze)

– wyleczyć jak najszybciej Billupsa i/albo Bynum’a – tak by dać trochę oddechu Jenningsowi (ostatnio gra coraz częściej po 40+ minut)

– wprowadzić do rotacji Datome (nawet kosztem kilku początkowych porażek)

– dopracować schematy w ataku (w pierwszych meczach momentami widać było spory chaos w poczynaniach w ataku, ostatnie mecze pokazują, że jest postęp).

– ograniczyć zapał Smith’a w oddawaniu rzutów za 3 punkty…

 

 

 


  • -

Prognoza 2013/14 – środkowi

Ostatnia część, rozbicia na czynniki pierwsze bieżącego składu Pistons, czyli środkowi. Wrzucam na stronę już po rozpoczęciu sezonu ale szkic powstał wcześniej, tradycyjnie po polsku „za pięć dwunasta”…

Rozgrywający w S5:

Andre Drummond

 

Prawdopodobna docelowa rotacja (minuty):

Andre Drummond (36 min)

Greg Monroe (8 min)

Josh Harrellson (4 min)

 

Andre Drummond

Josh Smith? Brandon Jennings? Nie… To Andre Drummond będzie przyciągać kibiców do hali The Palace. Po niesamowitych przebłyskach z debiutanckiego sezonu, po niesamowitych wyczynach w summer league, po powołaniu do szerokiego składu Team USA – przekaz do wszystkich w lidze jest jasny. Rodzi się gwiazda. Dre nie może jeszcze kupić alkoholu w sklepie ale już za kilka lat może stać się Davidem Robinsonem lub Hakeemem Olajuwonem XXI wieku. Klasyczny center z ogromnym potencjałem – już obecnie pokazuje bardzo dobrą grę na deskach (20 zbiórek w ostatnim meczu przedsezonowym…), umiejętność ustawiania się, niesamowicie szybkie ręce, siła, skoczność i świetna koordynacja jak na gościa o tym wzroście. Jeśli jego gra będzie się rozwijać w takim tempie jak obecnie to każdy w Detroit zapomni Joe Dumars’owi o wybraniu Darko Milicica.

Wczoraj zadałem pytanie Vince’owi Ellisowi, felietoniście z Detroit Free Press – kto jest lepszy Marcin Gortat czy Andre Drummond – odpowiedź była jednoznaczna: w tej chwili Marcin Gortat, jednak zaraz dodał, że „sufit” jaki ma Dre jest powieszony wyżej. Ja bym powiedział, że dużo wyżej i nie chodzi tu bynajmniej o wzrost… To nie przypadek, że najlepszy gracz ostatnich sezonów w Detroit – Greg Monroe – nie dostał oferty maksymalnego 5 letniego kontraktu (każda drużyna może mieć jeden taki kontrakt) – taka opcja jest zarezerwowana dla  Drummonda, na którym Pistons chcą budować swoją przyszłość. Czego Wam i sobie życzę…

Szybkie ręce Drummonda:

http://www.youtube.com/watch?v=lVDtx1NtwvY

Greg Monroe

Opisywany przy okazji skrzydłowych – pozycja C jest jego naturalną i niejednokrotnie będziemy go tutaj obserwować ale liczę, że sprawnie przekształci się w PF i z Drummondem stworzą zabójczy tandem.

 

Josh Harrellson

Może się przydać w meczach gdy faule będą ograniczały czas gry Drummonda albo (odpukać!!!) gdy przytrafią się kontuzje. Ma dobry jak na środkowego rzut za 3 co może się przydać w określonych sytuacjach. Ogólnie – dobrze, że go mamy, trzymam kciuki by sprawdził się w tym zespole i został z nami na dłużej.

 

Podsumowanie.

Jedyna rzecz mnie interesuje – jak będzie się rozwijał Andre Drummond?

 


  • -

Prognoza 2013/14 – skrzydłowi

Ostani mecz pre-season za nami. Pistons wygrali z Timberwolves – dzięki rzutowi w ostatniej sekundzie J. Smitha. Dobrze się składa – dzisiaj kolejny punkt w prognozowaniu sezonu 2013/14 – skrzydłowi. Celowo nie dzielę na niskich i silnych skrzydłowych ponieważ wg mnie w tym sezonie podział na SF/PF będzie dość płynny i wymienność pozycji tutaj może być duża.

Rozgrywający w S5:
SF / Josh Smith
PF / Greg Monroe

Prawdopodobna docelowa rotacja (minuty):
Josh Smith 36 min (SF-30 min, PF 6 min)
Greg Monroe 30 min (PF)
Luigi Datome 12 min (SF-10 min PF 2 min – tutaj to raczej moje pobożne życzenie bo polubiłem grę tego gościa po ostatnich ME)
Kyle Singler 8 min (SF)
Jonas Jerebko/Charlie Villanueva 10 min (PF)
Tony Mithchell – D-League

Josh Smith
Najważniejszy nabytek tegorocznego lata dla Pistons. Transfer, zrobiony przez Joe Dumars’a w myśl powiedzenia „wóz albo przewóz”, wzbudził dużo kontrowersji wśród fanów Pistons. 10 lat temu przy okazji transferu Rasheeda Wallace’a taka strategia się opłaciła – czy rezultat w tym roku będzie równie spektakularny?
Jakie są jego mocne strony? Obrona (jako chyba jedyny w lidze może bronić 1-on-1 przeciwko LBJ), doskonała gra w pomalowanym, i – jak na takiego wysokiego gracza – umiejętność podań. Do tego dokładamy twardość, świetne warunki fizyczne, doświadczenie i równocześnie młody wiek (9 lat gry w NBA, zaledwie 27 lat). Poza wartością na parkiecie, Josh daje Pistons jeszcze coś co mogą potrzebować – umiejętność tworzenia świetnej atmosfery w szatni i zmotywowania do wygrywania. Patrząc na listę zalet wydaje się, że mamy w ekipie gracza „prawie” idealnego. Jak to było kiedyś w reklamach – „prawie” robi różnicę. Nabycie JS oznacza, że pod koszem w Pistons zrobi się bardzo tłoczno – wyjściowa piątka z JS, Moose’m i Dre oznacza z jednej strony dominację na deskach i przewagę fizyczną w grze przeciwko chyba wszystkim ekipom NBA, z drugiej strony oznacza spore zagęszczenie w pomalowanym. Josh Smith rzut z dystansu ma przeciętny, jeszcze gorzej jeśli chodzi o jego selekcję rzutową. Oznacza to tyle, że obrona rywali będzie skoncentrowana bliżej kosza i albo Moose poprawi swój zasięg rzutu (nad czym intensywnie podobno pracował w lecie) albo Smith poprawi znacznie swoją selekcję rzutową albo będziemy mieli spory problem… Tak czy inaczej – wizja trzech wież na parkiecie jest co najmniej ekscytująca. Jedna rzecz jaka jeszcze mnie zastanawia to jak, od strony psychologicznej, Josh zareaguje na całkowitą zmianę otoczenia. Lata 2013-2014 będą pierwszymi, które spędzi poza ciepełkiem rodzinnego miasta. Jednych to doskonale motywuje do osiągania lepszych rezultatów innych – wprost przeciwnie… Trzymajmy kciuki. Smith, w wyjściowej piątce, będzie grać jako SF, pod koniec pierwszej kwarty gdy na ławkę usiądzie Dre to najprawdopodobniej przejdzie na pozycję PF, a na pozycji C będziemy oglądać Greg’a.

Greg Monroe
Najlepszy Tłok ostatnich dwóch sezonów. Świetny w grze tyłem do kosza, z doskonałym przeglądem sytuacji w ataku, silny, wysoki, dobrze zbierający, doskonale kończący akcje pod koszem – czego chcieć więcej? Odpowiem krótko – obrony. Niestety w tym elemencie jeszcze sporo odbiega od średniego poziomu w NBA. Momentami nie nadążą, wydaje się być rozkojarzony, słabo się ustawia, źle przejmuje, gubi się w schematach. Jeśli tego elementu nie poprawi to niestety poziom jaki osiągnął obecnie może być jego „sufitem” – i nigdy nie stanie się graczem kalibru All-Star. Najbliższy sezon pokaże czy ma jeszcze rezerwę i potencjał na to by się rozwinąć i stworzyć z Drummondem zabójczą parę pod koszem, czy też niestety pożegnamy go po tym sezonie (kończy mu się kontrakt). W tym sezonie, zamiast na pozycji C, Greg będzie zdecydowanie częściej grać dalej od kosza na pozycji PF. Mam pewne obawy jaki będzie rezultat ale liczę, że zostaniemy pozytywnie zaskoczeni przez Moose’a. Podobno ciężko trenował przez całe lato by dodać 1-2 metry do swojego zasięgu rzutowego – zobaczymy czy nauka nie poszła w las… Cheeks zapowiedział, że pierwszym graczem wyjściowej piątki, który będzie schodzić na ławkę będzie Andre Drummond. To oznacza, że Moose  podzieli czas swojej gry na pozycje PF (ok 30 minut) i C (przypuszczam, że nie więcej niż 6-8 minut).

Jonas Jerebko/Charlie Villanueva
Ciężko powiedzieć, który z tej dwójki znajdzie się w rotacji meczowej. Charlie poza fatalną grą obronną, brakiem agresywności, nieumiejętnością gry na deskach i całkowicie przepłaconym kontraktem ma coś co jest dość potrzebne Pistons w obecnym kształcie – rzut za 3. To był jedyny jasny punkt w jego grze w ubiegłym sezonie, gdy potrafił kilka razy z rzędu trafić za trzy i odmienić losy meczu. Jego rywal do gry – Jonas Jerebko – daje natomiast pewność, że poziom gry obronnej nie ucierpi, za 3 pkt. natomiast, przy dobrych wiatrach, jest w stanie trafiać na poziomie 33%. Kolejny ciężki orzech do zgryzienia przez Mo Cheeks’a… Ja bym wolał by w ekipie grał częściej młody Szwed, który po kontuzji wydaje się wracać do dobrej dyspozycji, którą zaskoczył wielu w swoim pierwszym sezonie NBA.

Luigi Datome
Mój cichy faworyt do tego by być pierwszym wysokim pojawiającym się na parkiecie. Fantastyczny rzut, waleczność, dobra gra na deskach, świetny przegląd gry w ataku. Do tego kitek i hipsterska broda. Było „fear the fro” będzie „beware the beard”;)
Trochę jego obrona kuleje, ale liczę, że jest w stanie się tego nauczyć w Stanach. Póki co kontuzja uniemożliwiła mu grę w sparingach i wspólne trenowanie z zespołem, więc w pierwszym miesiącu raczej nie będziemy go widzieć za dużo na parkiecie. Liczę jednak, że przebije się do składu – gdzieś w okolicach stycznia.

Kyle Singler
Omawiany przy okazji pozycji rzucających obrońców – z pewnością na początku sezonu dostanie szansę i będzie grać po kilka minut w meczu dając chwilę na odpoczynek Smith’owi. Rewelacji nie oczekuję, spokoju i stabilności – jak najbardziej tak.

Tony Mitchell
Jeszcze 2 tygodnie temu nie postawiłbym złamanego grosza na to, że Tony zadebiutuje w NBA w listopadzie. Jednak po ostatnich spotkaniach przedsezonowych mocno się zastanawiam, czy jednak nie trafi do rotacji i wygryzie z niej duet CV & JJ. Mitchell imponuje warunkami fizycznymi (205 cm / 107 kg  i imponujący zasięg ramion = 219 cm), siłą i, co ciekawe, dobrym rzutem z dystansu. Ma interesującą historię uczelnianą – po debiutanckim sezonie jego statystyki wskazywały na to, że w przyszłości może być graczem z pierwszej dziesiątki draftu, niestety zawirowania w życiu prywatnym i na ławce trenerskiej w jego zespole, w drugim roku studiów, spowodowały, że jego statystyki uległy pogorszeniu. Niech nikogo nie zmyli jego niski numer w drafcie (został wybrany z 37 przez Pistons) – Tony ma bardzo duży potencjał – pytanie czy ten potencjał będzie w stanie zamienić na  dobrą grę w NBA.

Podsumowanie
Czy Josh Smith wkomponuje się w zespół, czy będzie tworzyć zabójcze trio z Dre i Moose’m, czy też pomalowane się zapcha i z wielkich planów Pistons wyjdzie wielkie nic… Skrzydłowi albo pociągną cały zespół i dadzą nam wyczekiwane play-offy albo będziemy świadkami kolejnych transferów i smutnego pożegnania Joe Dumarsa z Detroit Pistons.


  • 2

Prognoza 2013/14 – rzucający obrońcy

Dzisiaj cześć druga zabawy w prognozowanie sezonu 2013/14 – rzucający obrońcy. Analiza tej pozycji obarczona jest chyba największym ryzykiem pomyłki. Wciąż nie wiadomo kto będzie wychodzić w S5, kto znajdzie się w rotacji, kto z niej wypadnie. Jedno jest pewne – w rankingu NBA na top-10 najgłupszych kontuzji w sezonie 2013/14 na jednym z pierwszych miejsc znajdzie się SG Rodney Stuckey, ze swoim przytrzaśniętym „nawet nie zauważyłem kiedy” kciukiem.

Rozgrywający w S5:
Kentavious Caldwell-Pope

Prawdopodobna rotacja (minuty):
Kentavious Caldwell-Pope – 20 min
Rodney Stuckey 18 min
Chauncey Billups 6 min
Inni (Kyle Singler, Luigi Datome) 4 min

Trener Cheeks, w jednym z ostatnich wywiadów, powiedział, że nie wyobraża sobie by rotacja na pozycjach obrońców obejmowała 5 graczy. To oznacza, że jeden z piątki Jennings, Billups, Stuckey, Bynum, KCP wypada z rotacji. Jennings, jak tylko wyleczy ból zęba (ponad 3 tygodnie nieobecności, uwierzycie???), jest pewniakiem. Billups dostanie pewnie również ok.15-20 minut w meczu. To oznacza, że z trójki Bynum, Stuckey i KCP, jeden z nich na parkiecie będzie pojawiał się okazjonalnie. Nie wyobrażam sobie jednak by zrezygnować z energii jaką daje Bynum, nie wyobrażam sobie również by nie dać szansy KCP i rozwijać gracza tak wszechstronnie utalentowanego, nie wyobrażam sobie również by posadzić na ławce kogoś kogo Pistons będą prawdopodobnie chcieli dobrze sprzedać/wymienić już wkrótce, czyli Stuckey’a… Jaki stąd wniosek? Cheeks stara się chyba wytworzyć atmosferę jeszcze większej konkurencji wśród obrońców…

Kentavious Caldwell-Pope
Przytoczę tutaj jeszcze inną wypowiedź trenera Pistons, w której odnosi się do osoby KCP:
„(…) po prostu nie sądzę, że – na ten moment- on będzie wychodził w pierwszej piątce. Zastrzegam sobie jednak prawo do zmiany zdania w tym temacie (…)”
Co byście zrobili będąc ambitnym rookie? Ja bym gryzł parkiet by trener zmienił zdanie jeszcze przed meczem otwarcia. Na taką reakcję KCP po cichu liczę, bo gra tego chłopaka, szczególnie w obronie i na obwodzie może się podobać… Jego przybycie do Detroit nie obyło się bez medialnego szumu, nie ze względu na jego osobę ale ze względu na osobe, z której Pistons zrezygnowali wybierając Kentavious’a (na marginesie – niezła gimnastyka dla języka by to wymówić spolszczając końcówkę…). Zrezygnowali mianowicie z Trey’a Burke’a – gracza  Michigan Wolverines – ulubieńca lokalnych kibiców. Czy to był dobry ruch? Czas pokaże. Podczas draftu patrząc na osobę Burke’a miałem przed oczami innego obrońcę, również z lokalnej uczelni (Michigan State University), byłego gracza Pistons – Mateen’a Cleaves’a. Pamiętam jak w roku 2000 przychodził do Pistons, miał wypełnić lukę na pozycji PG na lata, przy okazji przyciągając na trybuny fanów MSU… Historia pokazała, że ta rola zdecydowanie go przerosła. Wracając do KCP, liczę, że z każdym meczem, będzie coraz lepszy i w drugiej połowie sezonu stanie się pełnowartościowym starterem. Potrzebujemy w składzie takich jak on – solidnych obrońców, z dobrym rzutem, którzy rozciągną grę i zrobią miejsce w pomalowanym naszym trzem wieżom.

Rodney Stuckey
Miał zastąpić Billupsa, jest wielkim rozczarowaniem ostatnich sezonów i symbolem marazmu Pistons. Trudno orzec czy oczekiwania wobec niego były zbyt duże i rola go przerosła, czy też wpływ na to mieli przeciętni trenerzy, którzy nie mieli pomysłu na jego osobę, czy też może niestabilny skład Pistons i brak jednoznacznie przydzielonych zadań. Wg mnie Stuck ma papiery by być solidnym SG wchodzącym z ławki – kimś kto może czasami odwrócić losy meczu. Jego gra nie jest jednak na tyle stabilna by wychodził w pierwszej piątce (szczególnie poprzedni sezon to potwierdził). Obecny skład Pistons wymaga by na obwodzie grali zawodnicy potrafiący trafić za trzy, z pewną ręką na dystansie. Niestety nie jest to mocna strona Stucka. Równocześnie należy pamiętać, że Rodney jest chyba najlepszym obrońcą w obecnym składzie Pistons (na pozycjach PG/SG). Jak wróble ćwierkają prawdopodobnie przed końcem sezonu zostanie wytransferowany z Pistons i tylko jego nadzwyczajna gra oraz dobre wyniki Pistons mogą go przed tym uchronić.

Chauncey Billups
O jego osobie już pisałem w ostatnim artykule. Niewątpliwie Billups bedzie pojawiać się na parkiecie jako rzucający obrońca u boku Jenningsa. Sam uważa, że jest rozgrywającym i raczej nie widzi siebie na pozycji SG ale obecny skład Pistons będzie tego od niego wymagać. Spokój, solidny rzut za trzy i umiejętność kontroli tempa gry – to jest to czego Pistons będą oczekiwać od byłego MVP finałów.

Pozostali
Prawdopodobnie okazyjnie na pozycji SG będą się pojawiać jeszcze inni gracze – głównie pewnie mr „Umiem Wszystko Czyli Nie Umiem Nic” Kyle Singler, gracz wszechstronny i solidny we wszystkich elementach koszykarskiego rzemiosła ale równocześnie nie posiadający żadnych specjalnych umiejętności, które by go wynosiły ponad poziom solidnego rezerwowego. Obecne kontuzje Stuck’a, Bynum’a (tak, tak on również wypadł ostatnio ze składu), Jenningsa + wiek Billupsa i duży znak zapytania przed nazwiskiem Caldwell-Pope mogą oznaczać, że ten chłopak dostanie, na początku sezonu, nawet po kilkanaście minut w meczu… Również w wyjątkowych sytuacjach na SG może pojawiać się Gigi Datome, nominalny SF.

Podsumowanie
Jako fani musimy liczyć na to, że KCP jak najszybciej się rozwinie i stanie się SG rzucającym regularnie po 10-15 pkt w meczu na dobrym procencie za trzy. Alternatywnie możemy liczyć na magiczną moc Mo Cheeks’a i wpływ jego aury  na postawę Stuckey’a. Jeśli Stuck przypomni sobie, że był graczem, który potrafił zdobyć w jednym meczu 40 punktów, który w swoim debiutanckim sezonie, w play-off, potrafił zastąpić samego Billupsa, to możemy jeszcze z niego mieć pociechę (albo pociechę z tego za kogo zostanie wymieniony…).

 


  • 9

Prognoza 2013/14 – rozgrywający

Już za niecały miesiąc rozpocznie się, długo oczekiwany, sezon 2013-2014. Sezon, który ma przynieść dużo zmian – w stylu gry i przede wszystkim w wynikach. W ekipie pojawiło się wiele, nowych (i nowych-starych) twarzy. Jest nowy trener, są nowe, dużo większe oczekiwania. W kolejnych artykułach przyjrzymy się nowej ekipie Pistons, przeanalizujemy siłę uderzeniową Tłoków „pozycja po pozycji”, zastanowimy się nad przypuszczalną rotacją.

Dzisiaj część pierwsza – Rozgrywający.

Rozgrywający w S5:
Brandon Jennings

Prawdopodobna rotacja (minuty):
Brandon Jennings 32 min
Will Bynum 10 min
Chauncey Billups 6 min
Payton Siva – D-League

W trakcie tegorocznego okienka transferowego, Joe Dumars zastosował starą, już raz sprawdzoną, strategię zakupową. Poszukał zawodników powszechnie niedocenianych, uważanych za takich, którzy nie są w stanie przeskoczyć pewnego poziomu, nie są w stanie dopasować się do zespołu mierzącego w coś więcej niż walkę o play-off. Na pierwszy ogień poszedł Josh Smith a następnie, zanim jeszcze opadł kurz i emocje związane z tym transferem, w składzie Pistons pojawił się Brandon Jennings.

Transfer wywołał spore emocje wśród mieszkańców Detroit i okolic. Z jednej strony Pistons, za przyzwoitą cenę, pozyskali młodego, 24 letniego gracza, z 5 letnim już doświadczeniem w profesjonalnym baskecie. Gracza, który jako najmłodszy w historii koszykarz NBA zdobył w jednym meczu 55 punktów (14 listopada 2009 roku przeciwko Golden State), gracza, który jako pierwszy, w historii koszykówki za oceanem, wybrał rozpoczęcie kariery profesjonalnej w Europie ponad grę uniwersytecką w NCAA (ze względu na ograniczenia wiekowe wprowadzone w NBA). Gracza, który potrafi zrobić show, potrafi niekonwencjonalnie podać i równocześnie seryjnie zdobywać punkty, dobrego obrońcę, gościa z sercem do gry. Wydawać by się mogło kogoś idealnie wpasowującego się w potrzeby Pistons na pozycji numer jeden. W tym pięknym obrazie jest jednak kilka małych „ale”, które pewnie mocno naruszały twardy sen Joe Dumarsa przed złożeniem podpisu na jego kontrakcie. Otóż Brandon Jennings przez kilka lat gry w Bucks dorobił się opinii rozgrywającego, który w pierwszej kolejności szuka rzutu zamiast lepiej ustawionego partnera. Jest dość powszechnie uważany w lidze, za koszykarza niewątpliwie utalentowanego ale równocześnie, za takiego, który nie grzeszy koszykarskim IQ, którego selekcja rzutowa pozostawia sporo do życzenia… Już chwilę po transferze pojawiły się nawet komentarze, mówiące, że Jennings przyszedł do Pistons tylko po to by być jednym z elementów wymiany za Rajona Rondo z Celtics…

Może jestem naiwny, ale wierzę Joe D., który po transferze, w jednym z wywiadów powiedział „Przez wiele dni i nocy odtwarzaliśmy mecze Jenningsa, te w których grał świetnie i te, w których szło mu gorzej. W każdym z tych meczów znaleźliśmy wiele okresów gry, które utwierdziły nas w przekonaniu, że jego umiejętności w podawaniu piłki, kreowaniu gry, stwarzaniu pozycji partnerom są na niespotykanym poziomie. Naszą rolą będzie stworzenie mu takich możliwości, otoczenia go takimi graczami by te fragmenty przekształcić w pełne 48 minut meczu.”. Dziesięć lat temu, do Detroit trafił inny rozgrywający, który miał przypiętą podobną łatkę, nie kto inny a Mr Big Shot, jak rozwinęła się jego kariera przypominać nie muszę. Wierzę, że Brandon v.2 zostanie z nami na dłużej i dołoży swoją cegiełkę do historii Pistons tak jak to zrobili jego poprzednicy – Thomas i Billups. Wierzę w dziecięce marzenia i podświadomość, która sama pcha nas czasami do rzeczy większych… Popatrzcie na zdjęcie – czy ten dzieciak nie będzie gryzł parkietu by dostarczyć zwycięstwa swojej drużynie?

Rozpisałem, się trochę o naszym starterze, a kto go będzie zmieniać? W pierwszej kolejności będzie to Will „Rzuć Loba Do Dre” Bynum. Jego energia i doskonała współpraca z Drummondem, mogą być tym co spowoduje, że Pistons będą w natarciu przez pełne 48 minut, przejście z gry pierwszej piątki do rezerwowych będzie płynne i zmusi rywali w obronie do „oddychania rękawami”. Bynum nie jest rozgrywającym pierwszej piątki, ale jest wg mnie doskonałym uzupełnieniem. Przypuszczam, że będzie pojawiał się na parkiecie w drugiej kwarcie i kilka minut w trzeciej. Głównie pewnie pojawiać się będzie na parkiecie w kombinacji razem z Dre.

Na jedynce możemy również się spodziewać występów Billupsa, grającej legendy Pistons, który zastąpi pewnie Jennigsa w przypadku kłopotów z faulami czy też gdy zajdzie potrzeba uspokojenia gry, wybicia przeciwnika z rytmu…

Nie zapominajmy jeszcze, że mamy w składzie innego, bardzo ciekawego gracza, wybranego z 56 numerem w tegorocznym drafcie – Peyton’a Sivę. Chłopaka o wielkim sercu do gry, bardzo dobrego obrońcę i klasycznego rozgrywającego, który w pierwszej kolejności myśli komu podać piłkę, w drugiej kolejności myśli do kogo asystować a w trzeciej kolejności myśli jak otworzyć drogę do kosza partnerowi. Peyton wychował się w mieście koszykówki – Seattle, w dzielnicy, która była centralnym miejscem prowadzenia wojen przez lokalne gangi. Ojciec, uzależniony od alkoholu i narkotyków, wielokrotnie lądował w więzieniu, podobnie jego rodzeństwo. Dla Peytona ucieczką od smutnej rzeczywistości był sport. Ciężką pracą doszedł do sukcesów najpierw w szkole średniej a potem na studiach. Jego waleczność, twardość na parkiecie i mądrość w rozgrywaniu doprowadziła uczelniany zespół – Louisville Cardinals do dwóch występów w Final Four i jednego mistrzostwa (w 2013 roku, pierwszego od 1986!). O życiu i grze Sivy w Louisville można by napisać książkę… Ja dodam jedynie, że jego trenerem na uczelni był, jeden z najwybitniejszych trenerów uczelnianych – Rick Pitino. Wydaje się, że w tym sezonie jednak zabranie dla niego minut na parkiecie i prawdopodobnie większość czasu spędzi, nabywając doświadczenia, w D-League. Za rok, dwa, jeśli będzie się rozwijał, to ma duże szanse by być wartościowym zmiennikiem, a może nawet kimś więcej…

Podsumowanie:
Na konferencji prasowej, po podpisaniu kontraktu z Pistons, Jennings powiedział „Nie będę oddawać tylu niepotrzebnych rzutów, ze względu na talent graczy, którzy będą dookoła mnie”. Jeśli te słowa BJ się spełnią to o pozycję PG jestem spokojny.


  • -

Jennings 2013 vs Billups 2002

Czy Brandon Jennings będzie lepszy od MVP finałów 2004? Co mówią nam gwiazdy i jak układają się karty tarota. Zapytajmy wróżkę.

Szast-prast i wróżka wyciągnęła 2 karty z talii:

„Dla Czaunseja wybrałam kartę z rocznika 2002 gdyż wtedy na pozycji plejmejkera grał a rok później przywdział już uniform zespołu z Detroit. Miał lat 25. Jego rywal Brandon kartę z roku 2013 wylosował – to również jest jego ostatni rok przed przybyciem w okolice Auburn Hills. Ma lat 23.

Zapisuję pierwszy punkt po stronie Brandona, gdyż młodość to potencjał większy a wiadomo, że im starszy plejmejker tym i ogłady nabywa i wzrok mu się wyostrza, dużego pod koszem dojrzy, rzut w dobrym momencie odda a i niejednokroć kamrata niekrytego na obwodzie znajdzie.

Popatrzę teraz, który z dwójki kiść miał sprawniejszą: pan Jennings procentem z gry nie grzeszył (39,9%) ale trójki już przyzwoite (37,5%) i często z nich korzystał (~6/mecz) rzuty wolne też poprawnie  (81,9%), pan Billups natomiast rzut wydaje się miał pewniejszy (42,3% / 39,4% / 88,5% odpowiednio) ale z trójek rzadko korzystał (~3 razy w meczu) a i partnera miał znacznie zacniejszego (uwiecznionego za lat kilka w hal-of-fejm) niźli Jennings, w swojej kamandzie Kozłów. Plusik po stronie Billupsa.

Billups w Detroit słynął z inteligencji i mądrości w rozgrywaniu… Ale cóż to? Statystyki mówią, że Jennings 6,5 razy w meczu asystował a Billups 5,5! Plusik po stronie Jenningsa. Plusik ten jednak zrównoważyć muszę gdyż Billups miał lepszy stosunek asyst do strat (3,2 vs 2,6).

Ilość punktów nie pozostawia wątpliwości, kto strzelec z urodzenia a kto jeno solidny rzemieślnik do fachu przyuczony – Jennings 17,5 / Billups 12,5. Punkt po stronie młokosa z Compton.

Tarot i wszelkie gwiazdy nam mówią, że Jennings pociechy dostarczyć może strudzonemu ludowi Detroit gdyż na podobnym etapie swojej kariery, był lepszym graczem, o potencjale większym, niż sam pan Wielki Rzut (3-2 w punktach). Musi ino słuchać starszych, żyć w zgodzie z zespołem i dzielić się piłką tak by jej dla wszystkich starczyło”.

To powiedziawszy wróżka sprawnym ruchem talię schowała, 200 złotych również (ruchem niemniej sprawnym) i zniknęła za zasłoną… No cóż ja tam się z wróżkami kłócić nie będę…

 


  • 5

Tajna broń Lawrence’a Franka.

Category : Kroniki Michigan

Lawrence Frank siedział zamyślony, popijając, czwartą już tej nocy, kawę. Była godzina 3 nad ranem a on wciąż nie spał.

„What would Chuck Daly do, what would Chuck Daly do?”, pytania te, jak złośliwy nowotwór, wciąż wracały… Niestety odpowiedzi wciąż nie było. Co zrobić by zacząć wygrywać wygrane mecze, by obrona nie przypominała szwajcarskiego sera, by wykrzesać z chłopaków agresję, pasję chęć wygrywania za wszelką cenę… Od początku sezonu ma problemy ze spaniem, ból głowy powraca praktycznie co drugi dzień, ciśnienie podwyższone…

– Zaczynam czuć się jak emeryt… – wypił kolejny łyk kawy – i jeszcze ta cholerna rybka zdechła – westchnął. Myśli na chwilę pobiegły do Suzy, rybki, którą otrzymał od przyjaciół gdy objął posadę trenera Pistons. Miała mu przynieść szczęście. Trzy dni temu wylądowała w kiblu.

– Razem z moimi marzeniami o play off w tym sezonie – gorzko pomyślał. Popatrzył na zawieszone na ścianie plakaty Laimbeer’a, Rodmana, Big Ben’a, Rasheed’a ściskających puchar Larrego O’Brien’a i jeszcze bardziej się zasępił.

– Też miałem mieć swoje dwie wieże w tym sezonie a tu taki pech z Drummondem…- wtem jego twarz rozjaśnił uśmiech…

Przechodzące się, po pobliskim dachu, dwa koty nie przypuszczały, że za chwilę będą lecieć w dół. Leniwie spacerowały, wypatrując apetycznych kotek, gdy nagle wystraszył je przerażający krzyk. Podskoczyły, straciły równowagę i spadły…

– EUREKA!!!! – krzyk trenera Franka niósł się po całej dzielnicy.

————————————–

Epilog.

Następnego dnia, w meczu przeciwko Mavericks, wyjściowa piątka Pistons liczyła sześciu graczy. Kibice przecierali ze zdumienia oczy, gdy zobaczyli na parkiecie dwóch identycznych ludzi. Trener Frank z pomocą szalonego naukowca, którego poznał tydzień wcześniej w metrze, sklonował Greg’a Monroe. Regulamin NBA w tym przypadku okazał się bezradny, na parkiecie biegało 12 nóg w strojach Pistons.

Nic to nie dało – Pistons, tak jak i w innych meczach tego sezonu, przegrali… I tylko pamiątka z tego meczu pozostała na stronie NBA.COM

Na pamiatkę zastosowanego fortelu - box score z NBA.COM

…a pytanie „What would Chuck Daly do?” wciąż dudniło w głowie trenera Franka…